Ułatwienia dostępu
Przejdź do głównej treści

5 miejsc w Europie, które wyglądają jak z bajki – a istnieją naprawdę... #2

5 miejsc w Europie, które wyglądają jak z bajki – a istnieją naprawdę... #2

Kiedy wydawało się, że Europa już pokazała wszystkie swoje bajkowe sztuczki w pierwszym odcinku, pojawia się druga część – i od razu okazuje się, że to dopiero rozgrzewka. Bo jeśli myślisz, że Hallstatt czy Cinque Terre były szczytem baśniowej scenerii, to spokojnie – kontynent ma jeszcze sporo asów w rękawie. Europa to w gruncie rzeczy Disneyland, tylko bez myszki Miki i kolejek do rollercoasterów. Każdy kraj ma swoje miejsce, które wygląda tak, jakby ktoś wyrwał je z książki dla dzieci i wkleił na mapę. Tylko że tutaj zamiast bajkowego narratora masz rzeczywistych ludzi, którzy naprawdę mieszkają w zamkach, różowych miasteczkach i wioskach na końcu świata.

W tym odcinku odwiedzimy więc zamek, który zainspirował samego Disneya, miasto wyglądające jak średniowieczna planszówka, portugalską krainę rodem z „Alicji w Krainie Czarów”, norweską wioskę tak fotogeniczną, że powinna być sprzedawana w pakiecie z Windows XP, i wreszcie hiszpańskie miasteczko, które dosłownie całe jest różowe – jakby ktoś wlał do niego hektolitry waty cukrowej.

Krótko mówiąc: bajka trwa, a my dopiero przewracamy kolejną stronę.

1. Neuschwanstein, Niemcy – zamek, który zainspirował bajkowy Disneyland

Neuschwanstein, Niemcy – zamek, który zainspirował bajkowy Disneyland

Wyobraź sobie miejsce tak absurdalnie bajkowe, że nawet Walt Disney – facet, który wymyślił gadające myszy i księżniczki śpiewające do ptaszków – powiedział: „Okej, to jest to”. Tym miejscem jest Neuschwanstein. Zamek stoi na wzgórzu w Bawarii i wygląda tak, jakby ktoś zamówił go z katalogu „Marzenia Księżniczek 101”. Wieżyczki strzelają w niebo, mury lśnią jak świeżo umyte kafelki w reklamie płynu do łazienki, a całe otoczenie jest tak malownicze, że człowiek zaczyna podejrzewać, iż w okolicy pracuje pełnoetatowy grafik Photoshopa.

Budowę rozpoczął król Ludwik II Bawarski – znany też jako „Szalony Król”. I trzeba przyznać, że facet miał fantazję. Zamiast siedzieć na tronie i udawać, że rządzi, wolał wymyślać swoje prywatne królestwa niczym gracz „SimCity” na sterydach. Efekt? Zamek, który nigdy nie został ukończony, ale i tak wygląda, jakby miał być planem filmowym do każdej możliwej bajki.

Neuschwanstein jest tak fotogeniczny, że rocznie odwiedza go ponad milion turystów, którzy zrobili już z tego miejsca najczęściej fotografowany kawałek Niemiec. Oczywiście, w sezonie wygląda to bardziej jak lotnisko w szczycie wakacji – kolejki do wejścia ciągną się jak wizyta w ZUS-ie, a selfie-sticków jest tyle, że spokojnie można by z nich zbudować nowy most.

Ale nawet te tłumy nie odbierają zamkowi magii. Zwłaszcza gdy mgła osiada na górach, a słońce przebija się przez wieżyczki – wtedy naprawdę masz wrażenie, że gdzieś tam za rogiem zaraz pojawi się smok albo przynajmniej duet śpiewających krasnali. To nie jest zwykły zamek. To definicja bajki, tyle że z kamienia.

 

2. Český Krumlov, Czechy – średniowieczne miasteczko z zamkiem nad zakolem Wełtawy

Český Krumlov, Czechy – średniowieczne miasteczko z zamkiem nad zakolem Wełtawy

Český Krumlov to takie miejsce, które wygląda jakby ktoś wziął wszystkie pocztówki z Europy Środkowej, wrzucił je do blendera i wylał na jedno zakole rzeki. Efekt? Miasteczko, w którym na każdym rogu masz ochotę wyjąć aparat i udawać fotografa National Geographic.

Największą gwiazdą jest oczywiście zamek, dumnie górujący nad miastem, z wieżą tak kolorową, że wygląda jakby namalowało ją dziecko kredkami świecowymi. W dodatku w środku znajdziesz… teatr z obrotową sceną. Tak, obrotową. Czesi chyba doszli do wniosku, że zwykłe kurtyny to za mało i postanowili dorzucić efekt „wow”, zanim jeszcze Hollywood wymyśliło CGI.

Samo stare miasto to plątanina brukowanych uliczek, które wiją się tak chaotycznie, że Google Maps dostaje lekkiej zadyszki. Domki są ciasno upchnięte, każdy w innym kolorze, a całość wygląda jak makieta, którą ktoś przygotował do filmu fantasy. Do tego knajpki serwujące knedliki i piwo tak tanie, że zastanawiasz się, czy aby na pewno żyjesz w 2025, a nie w jakiejś średniowiecznej promocji.

Latem miasto jest pełne turystów i kajakarzy spływających Wełtawą, którzy często wyglądają jakby wypłynęli w podróż życia, a skończyli na pijanym spływie integracyjnym. Zimą natomiast Český Krumlov zamienia się w śnieżną kulę – wystarczy, że spadnie trochę białego puchu, a już wygląda jak scenografia do „Opowieści z Narnii”.

To jedno z tych miejsc, które nie potrzebuje Disneylandu ani marketingu – bo sama rzeczywistość jest tu tak bajkowa, że trudno uwierzyć, iż ktoś naprawdę robi tu zakupy w Biedronce i chodzi do dentysty.

 

3. Sintra, Portugalia – pałace wyglądające jak sceneria z „Alicji w Krainie Czarów”

Sintra, Portugalia – pałace wyglądające jak sceneria z „Alicji w Krainie Czarów”

Sintra to miejsce, gdzie architekci najwyraźniej postanowili sprawdzić, ile LSD można zmieścić w jednym projekcie budowlanym. Efekt? Pałace i zamki, które wyglądają jakby zostały narysowane w notatniku szalonego ilustratora dziecięcych bajek.

Najbardziej znany jest oczywiście Pałac Pena – pstrokata mieszanka kolorów, stylów i wieżyczek, która wygląda trochę jak gdyby ktoś połączył zamek z klocków LEGO z tortem urodzinowym. Na zdjęciach prezentuje się bajkowo, ale kiedy stoisz przed nim naprawdę, masz wrażenie, że trafiłeś do alternatywnej wersji „Alicji w Krainie Czarów”, w której zamiast Królowej Kier rządzi portugalski król z obsesją na punkcie saturacji kolorów.

Ale Sintra to nie tylko Pena. Jest też Quinta da Regaleira – rezydencja z ogrodem pełnym ukrytych przejść, wież, grot i spiralnych studni, w których czujesz się jak Indiana Jones w wersji europejskiej. Ktoś mógłby spokojnie nakręcić tu film fantasy bez wydawania ani euro na scenografię.

Miasto otacza bujna zieleń, która sprawia, że każdy pałac wygląda jeszcze bardziej magicznie – jakby wyrastał prosto z dżungli. A kiedy mgła zaczyna snuć się wokół wzgórz, całość nabiera klimatu tak nierealnego, że zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie wylądowałeś w dodatku do „Władcy Pierścieni”.

Sintra ma też jedną cechę wspólną z bajkami Disneya – tłumy. Zwiedzanie w sezonie to trochę jak walka o ostatnią parę butów podczas wyprzedaży, ale kiedy już znajdziesz chwilę ciszy i spojrzysz na te wszystkie pałace… wiesz, że bajka naprawdę istnieje.

 

4. Reine, Lofoty, Norwegia – rybacka wioska na tle gór, która wygląda jak screensaver Windowsa

Reine, Lofoty, Norwegia – rybacka wioska na tle gór, która wygląda jak screensaver Windowsa

Reine to takie miejsce, które wygląda jakby ktoś w Microsoftcie stwierdził: „Potrzebujemy idealnego tła na pulpit, coś co będzie wyglądało tak dobrze, że nikt nie uwierzy, że to prawdziwe”. I proszę bardzo – jest Reine. Góry wyrastające prosto z wody, czerwone domki rybackie stojące na palach i fiordy tak czyste, że aż masz wyrzuty sumienia, kiedy wrzucasz do kieszeni papierek po batoniku.

Wioska jest malutka, ale sceneria wokół niej to gotowy plakat „Norwegia – kraj, gdzie Photoshop jest zbędny”. Góry wyglądają tak ostro, jakby ktoś je wyciął nożyczkami i przykleił do nieba, a woda odbija je jak lustro, tworząc widoki, które fotografowie traktują jak święty Graal.

Oczywiście, Reine ma też swój zapachowy podpis – wszędzie czuć suszone ryby, bo tradycja suszenia dorsza na drewnianych stojakach trwa tu od wieków. Jeśli więc marzysz o selfie z tłem rodem z reklamy Norwegii, przygotuj się, że obok może wisieć tuzin ryb w stanie skupienia „między oceanem a obiadem”.

Latem słońce praktycznie nie zachodzi, więc możesz podziwiać bajkowe widoki całą dobę. Zimą zaś Reine wygląda jak miasteczko z bożonarodzeniowej kartki – śnieg, zorza polarna i cisza tak głęboka, że nawet dźwięk twojego własnego oddechu brzmi podejrzanie głośno.

Jest tylko jeden problem – kiedy raz zobaczysz Reine na żywo, każde inne miejsce wydaje się trochę… nijakie. To taki rodzaj piękna, który resetuje twoje standardy na zawsze.

 

5. Albarracín, Hiszpania – różowe miasteczko w górach Aragonii, jakby z kart bajki

Albarracín, Hiszpania – różowe miasteczko w górach Aragonii, jakby z kart bajki

Albarracín to takie miejsce, które wygląda, jakby ktoś postanowił stworzyć bajkę… ale w kolorze sepii. Całe miasteczko utrzymane jest w odcieniach różu, cegły i starej terrakoty, przez co wygląda jak żywa ilustracja z zapomnianej książki o rycerzach i smokach. Położone wysoko w górach Aragonii, na tle surowych skał, sprawia wrażenie, jakby czas tutaj zatrzymał się kilkaset lat temu – i wcale nie miał ochoty ruszyć dalej.

Spacerując po Albarracín, ma się wrażenie, że każdy dom został tu postawiony ręką ilustratora fantasy, a nie zwykłego budowniczego. Wąskie, kręte uliczki wiją się niczym labirynt, a nad nimi górują potężne mury obronne, które w średniowieczu musiały budzić grozę. Dziś wyglądają raczej jak scenografia do filmu historycznego – i trudno się zdziwić, że miasteczko wielokrotnie uznawane było za „najpiękniejsze w Hiszpanii”.

Ale to nie tylko kwestia wyglądu – Albarracín ma też swoją bajkową atmosferę. Kiedy zachodzi słońce, różowe ściany domów nabierają złocistego blasku, a całe miasteczko zaczyna wyglądać jak gigantyczny teatr cieni. Człowiekowi pozostaje tylko usiąść na kamiennej ławce i pomyśleć: „Tak, dokładnie tak powinny wyglądać baśnie, zanim Disney dorwał się do akwareli”.

Problem w tym, że Albarracín nie jest już do końca „sekretem”. Latem uliczki potrafią wypełnić się turystami, którzy próbują uchwycić ten jeden kadr, w którym wygląda, jakby byli sami w mieście – co oczywiście kończy się tym, że wszyscy robią dokładnie to samo ujęcie z tego samego mostu. Ale nawet wtedy magia działa.

Albarracín to miejsce, które przypomina, że bajki nie zawsze muszą być kolorowe i słodkie. Czasem wystarczy odrobina różu, kamień, historia i góry wokół – a resztę dopowiada wyobraźnia.

 

Podsumowanie

I tak kończymy drugi odcinek naszej bajkowej jazdy po Europie. Neuschwanstein udowodnił, że Niemcy potrafią zrobić coś tak przesadnie pięknego, że nawet Disney powiedział: „OK, kopiujemy”. Český Krumlov pokazał, że średniowiecze wcale się nie skończyło – po prostu ma teraz więcej turystów z selfie-stickami. Sintra? To wygląda tak, jakby ktoś wrzucił „Alicję w Krainie Czarów” do miksera i dodał portugalskie wino. Reine na Lofotach dowiodło, że Windows XP miał rację – świat naprawdę tak wygląda. A Albarracín? Cóż, jeśli ktoś zastanawiał się, jak wygląda bajka narysowana kredą w kolorze różowym, to właśnie znalazł odpowiedź.

I pamiętajcie – to dopiero druga stacja tej podróży. W kolejnych odcinkach znajdziemy jeszcze więcej miejsc, przy których Disneyland będzie wyglądał jak parking przy autostradzie A4 w niedzielny poranek.

 

 

Nazywam się Quill. Lord Alistair Quill. Kawa bez mleka. I bez sensu.
Travelogic Zero × Loony Planet

  




Podoba Ci się to, co czytasz?

Postaw kawę Postaw mi kawę. Każdy łyk to inwestycja w kontrolowany chaos, szkockie błoto i historię pełną decyzji, których rozsądny człowiek nigdy by nie podjął. A jednak — podjąłem.
Nawet lord potrzebuje kofeiny, aby utrzymać swoje królestwo w stanie lekkiego, twórczego nieporządku. A uwierz mi: chaos sam się nie finansuje. 

 

Podróżnikopedia: artykuły losowe, sens również: